Skip to: site menu | section menu | main content

Nasze wyprawy rowerowe
Currently viewing: wyprawy rowerowe » rowerem nad morze

Menu:

Dziś jest:

18-05-2012 05:21:15

rowerem nad morze

Poznań-Mrzeżyno 2006 - Rowerem nad morze


Calkowity dystans:276km
Czas jazdy:11h:20min

Start: 6:05
Finisz: 19:10
Średnia: 25km/h


10 lipca wpadłem na pomysł pokonania dystanu jaki dzieli moje miasto - Poznan z Wybrzeżem...

Szacowany przebieg:260km

2 dni wcześniej 2 dluższe wyprawy po 90 km w ostrym tempie utwierdziły mnie w przekonaniu ze dam rade :)

Dotychczasowy łączny przebieg w sesonie 2006 :1907km

Opracowałem plan spakowałem sakwy i zaplanowałem start na 5:15 - 11 lipca 2006

10 lipca : piwko przed snem 23:00 w łóżku

11 lipca: Pobudka z lekkim opóźnieniem,jajecznica kawka i o 6:05 start z Piątkowa.
Kierunek Oborniki.
Pierwsze 20 km....Jechało się przyjemnie pomimo tego że trasa początkowo prowadziła przez główną i dość ruchliwą
trasę Obornicką.
W Obornikach po 20 km odbijam w lewo na Czarnków...Czarnków obrałem sobie jako miasto w którym bedzie ostania szansa na odwrót :)
Po pokonaniu 40 kilometrów przy dzwiękach Sigur Rosa dotarłem do Czarnkowa...woda w bidonie powoli się kończy...samopoczucie dobre.
20 km do Trzcianki gdzie zaplanowałem pierwszy postój..droga biegnie przez lasy,samochodów praktycznie brak jedzie się swietnie..do czasu ....

10 km przed Trzcianką dopada mnie lekkie zmęczenie.Doczłapałem się jeszcze jakieś 6 km i postanowiłem zrobić postój na jedzonko.

Zajazd w lasku.
Bidon napełniam pierwszym PowerRadem który zapakowałem w Poznaniu do sakwy,pałaszuje jednego banana i snikersa,w ramach oszczędności baterii wyłączyłem discmana i ruszam dalej.
Po chwili jestem w Trzciance.


Nastepny etap : Walcz - 30km
Zaczyna sie robic coraz cieplej - żeby nie powiedzieć upalnie a godzina wczesna bo w okolicah 11:00.
Oprócz tego wkraczam na Pojezierze Wałeckie,które jest pełne jeziorek i lekkich górek...

Upał daje się we znaki.
Docieram do Wałcza - w mieście grupka jadących po chodniku małolatów postanawia sie ze mną ścigac - daje za wygraną :)
Czeka mnie kolejny 38 km odcinek do Czaplinka gdzie zaplanowalem dluższą przerwe na drobny obiadek

Na słuchawkach:Guano Apes 

I tutaj dopada mnie pierwszy chwilowy kryzys...droga wiedzie przez pola,zero cienia upał straszny (było w okolicach południa)
Postanawiam zrobić nie planowaną przerwę na jednego banana.
Popijam kilka łyków PoerRade i ruszam dalej...
Lekko "wypompowany" podjeżdżam do sklepu w celu uzupełnienia płynów - zakup coli 0,5
Czaplinek - pora obiadowa jestem u celu jakieś 30 minut przed czasem czyli w okolicach godz 13.
Pierwsze co to opryskałem się wodą z jeziorka...później czas na obiad...no właśnie obiad...niestety nie znalazłem w pobliżu nic lepszego niż marna zapiekanka,
która i tak mi nie smakowała i musiałem część wyrzucić,popiłem cola,rozporostowalem nogi,jeszcze raz troche ochłody wodą z jeziorka ,zapuściłem PaulaB i mój ukochany DnB :) i ruszam dalej.
Zapiekanka i cola dały rade....po ponad 130 przejechanych km znów wrociły mi siły i ochota na jazde(a może to ten PaulB:P) szczególnie że właśnie tych okolic byłem najbardziej ciekaw...i sie nie zawiodłem...Za Czaplinkiem do Połczyna Zdroju(28km) trasa coudowna...


Szosa kręta jak na górskich szlakach,górki pagórki lasy i co chwilę jeziorka.

Przejeżdżając przez rezerwat pięciu jezior minąłem grupkę turystów którzy mnie miło przywitali i kolarza który pędził za jakims autem...chyba trenowal :)
Tereny faktycznie idealne na trening.

Kolejne 20 km do Białogardu,padają baterie w Disscmanie :( Po drodze zaopatrzyłem się w kolejnego PowerRejda.
W Białogardzie stukneło na liczniku już ponad 200 km więc tak jak wcześniej zaplanowałem po 200km postanowiłem
wypić tutaj napój energetyzujący...z racji tego iż red bull którego wiozłem w sakwie ugotowal się w upale,postanowiłem zakupic nowego z lodówki....
I niestety w Białogardzie chyba nie wiedzą co to red bull bo nie mogłem go znalezc w przydrożnych spożywczakach...obawiajac się najgorszego postanowiłem jechać do następnej wioski...kawałek po głównej trasie na Gdańsk i zaraz po zjezdzie..jest wymarzona stacja benzynowa!!
Byłem pewien że tam znajdę to o czym marzylem...niestety...całe szczęscie był ostatni MAX POWER...wciągnąlem ostatniego banana,popiłem,uzupełniłem bidon czystą wodą,wysłałem kilka smsów :) i ruszyłem na ostatnie 30 km do Kołobrzegu.
Na odcinku Białogard-Kołobrzeg zmęczenie dawało się już naprawde we znaki...glownie....cierpiał tyłek :)
Do tego zaczęło wiać od morza i calą trasę do Kołobrzegu jechalem pod wiatr,jak by było mało...co chwila jakieś podjazdy...
12.....6.....i jest KOLOBRZEG teraz szybko przez miasto rondo...tory i jest...po 10 godzinach jazdy zobaczyłem morze!!!...bylem dumny i szczesliwy :)


Przejchalem promenadą i udałem sie na wschód czyli mój ostatni etap:Kołobrzeg-Mrzeżyno 21km
Po drodze uczepilem sie jakiegoś rowerzysty i tak jadac 31km/h dociagnal mnie on  do Dźwirzyna...a pozniej juz spokojnie dojechalem do Mrzeżyna..wziąłem prysznic..i poszedlem do restauracji na pyszny filet z dorsza który popilem zimym Bosmanem:)........


 

Back to top